S

Sąd Ostateczny Hansa Memlinga: nieoczekiwane spotkanie na placu zabaw

Tekst mało aktualny, bo zdarzenie, jakie mam zamiar opisać, miało miejsce w pierwszym prawdziwie wiosennym dniu ubiegłego roku, który bynajmniej nie był jej zapowiedzią, bo zaledwie kilka dni później na ulice wyjechali zaskoczeni, tym razem słusznie drogowcy. Tego dnia wszyscy na chwilę zapomnieli o trwającej wciąż zimie i w płaszczach i kurtkach z wiosennych kolekcji ruszyli do parków.


Byłam wśród ich i ja, w zimowym płaszczu sprzed sezonu. Schodzimy (bo po Łazienkach najlepiej spaceruje się w towarzystwie) w dół ulicą Agrykoli, a tam nowość: plac zabaw, kolorowy niczym pisanka na tle bezlistnych wciąż drzew. Intensywne kolory w miejscu dla dzieci nie są niczym dziwnym, anioły, krzyże i święci uzbrojeni w miecze już jednak tak. Najbardziej intryguje huśtawka, która przypomina raczej wagę, niż urządzenia, jakie zwykle spotyka się na placach zabaw. Na szczycie konstrukcji stoi brodaty święty z mieczem i krzyżem, który gdyby tylko miał skrzydła wyglądałby, jak Archanioł Michał ważący grzechy. Nieco dalej na karuzeli jakaś święta w koronie i drewniany kołowrotek. Moja pierwsza myśl, gdy to ujrzałam:  Kto u licha urządził na placu zabaw Sąd Ostateczny!

Nie Sąd Ostateczny, a kultura węgierska okazała się jednak inspiracją dla dekoracji niniejszego placu zabaw. Uzbrojona w miecz postać to święty Władysław, a pani w koronie to święta Kinga. Miejsce jest „symbolem trwającej setki lat przyjaźni polsko-węgierskiej” – czytamy na ogrodzeniu placu. Ale do mnie to zupełnie nie przemawia. Zamiast dzieci baraszkujących na huśtawce-wadze, wciąż widzę dusze zmarłych z niderlandzkich tryptyków.

Mojej wizji najbliżej było do Sądu Ostatecznego Rogiera van der Weydena i Hansa Memlinga.

Na obu widzimy Archanioła Michała ważącego dusze. To jak działa anielska waga nie jest jednak jednoznaczne, bo u van der Weydena przeważają grzechy, a na gdańskim tryptyku dobre uczynki. Trudno stwierdzić, dlaczego Memling, który na dziele Rogiera ewidentnie się wzorował, zdecydował się odwrócić proces ważenia. Prawdopodobnie maczał w tym palce fundator, czyli florencki bankier, zarządzający brugijską filią banku Medyceuszy Angelo di Jacobo Tani. Tylko ktoś solidnie wykształcony byłby w stanie szukać inspiracji w księdze Dawida, gdzie czytamy: „zważono Cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki”. Nieszczęśnik na szali na szczęście był cnotliwym człowiekiem. Dobre uczynki przeważyły i w przeciwieństwie do grzesznika, którego święty Michał strąca do piekieł, będzie mógł się wspiąć po kryształowych, rajskich schodach.

Ów cnotliwy człowiek nie jest anonimową postacią – to kolega Taniego po fachu Tommaso Portinari. Kobieta, która przygląda się dramatyczniej scenie to natomiast jego żona. Wiemy to, bo w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku zachował się jej portret autorstwa Memlinga i podobieństwo między nim, a kobiecą postacią u stóp Michała Archanioła jest uderzające. Na podstawie tego samego źródła rozpoznano zresztą tożsamość Portinariego, którego wizerunek także przechowywany jest w tym samym gmachu.

Z imienia i nazwiska zidentyfikować udało się także wiele innych postaci, ale darujmy sobie wymienianie ich i tak niewiele mówiących czytelnikowi nazwisk. Wystarczy wspomnieć, że w większości byłyby to włoskie nazwiska. Pojawia się zatem pytanie:

Skąd u Włochów zainteresowanie sztuką niderlandzką, skoro w tym samym czasie (obraz powstał między 1467 a 1471 rokiem) w Italii działali artyści tacy jak Verrocchio czy Leonardo da Vinci ?

Miały na to wpływ co najmniej cztery czynniki:

  • Pierwsze, czemu należy się przyjrzeć to miejsce powstania obrazu. Pracownia Hansa Memlinga mieściła się w Brugii. W XV wieku nie było to urokliwe miasteczko, do którego jedzie się, by odpocząć od głośnej Brukseli, ale jeden z ważniejszych ośrodków handlowych na starym kontynencie. Podobnie jak obecnie można tam było usłyszeć języki z całego świata. Byli to jednak nie turyści, a kupcy i bankierzy, którzy znaleźli się w Brugii, aby ubić interes.  Nie brakowało wśród nich i Włochów, wystarczy wymienić Angela di Jacobo Tani, czyli fundatora gdańskiego tryptyku.
  • Bogaci kupcy byli skłonni nie tylko do spekulacji, ale także do tego, by wydawać ciężko zarobione pieniądze. Tym sposobem w mieście wytworzył się ogromny popyt na towary luksusowe, w tym sztukę. Pamiętajmy jednak, że cały czas mówimy o kupcach i bankierach, których gusta skrajnie różnią się od upodobań książąt, papieży i kardynałów, czyli mecenasów artystów takich jak Michał Anioł czy Leonardo da Vinci. Oni nie potrzebowali dzieł sztuki, które staną się ozdobą pałacu albo podkreślą splendor rodu. Potrzebne były im obrazy, którymi będą mogli cieszyć się w domowym zaciszu lub kontemplować w prywatnej kaplicy.
  • Niderlandzcy artyści bardzo szybko znaleźli odpowiedź na tę potrzebę, zapełniając swoje płótna mnóstwem symbolicznych detali, które można interpretować na wiele sposobów. Pomysł był jak strzał w dziesiątkę – obrazy doskonale nadawały się nie tylko do indywidualnej kontemplacji, ale były też świetnym pretekstem do dyskusji w towarzystwie. W efekcie niderlandzcy artyści pozostali wierni tej strategii przez kolejne wieki, z czasem dochodząc do perfekcji w oszukiwaniu ludzkiego oka. 
  • Koniecznie trzeba wspomnieć również o prestiżu, wiążącym się z takim przedsięwzięciem. Wyobraźmy sobie, ze sprowadzamy do Florencji tryptyk. Jest duży i pełen misternych detali, więc najprawdopodobniej także drogi. Jego transport to też nie mały koszt. Musi nam się zatem dobrze powodzić. Potem umieszczamy taki obraz w rodowej kaplicy i czerpiemy satysfakcję z zazdrosnych spojrzeń znajomych…

Aby było to jednak możliwe, obraz musi dotrzeć na miejsce docelowe, a tryptykowi Hansa Memlinga nigdy nie było to dane. W drodze do Italii zrabowali go gdańscy korsarze, a następnie umieścili w bazylice Mariackiej.  Liczne apele o zwrot (w tym bulla papieska) nic nie dały, obraz znajduje się w Gdańsku do dziś.

Co można wyczytać z detali na niderlandzkich obrazach?

Mnóstwo, problem w tym, że nigdy nie mamy pewności, czy nasza interpretacja jest słuszna. Wystarczy wspomnieć tu portret małżonków Arnolfinich (też skądinąd Włochów) autorstwa Jana van Eycka. Jan Panofsky – jeden z najwybitniejszych historyków sztuki w dziejach dyscypliny – doszedł do wniosku, że przedstawia on ceremonię zaślubin, a znajdujące się wokół przedmioty obrazują zalety panny młodej. Dokładnie ta interpretacja jest też cytowana na polskiej Wikipedii. Współcześni badacze uznają ją jednak za nieaktualną… Sporo wątpliwości budzi np. sylwetka kobiety, która wygląda jakby była w ciąży.

Analiza Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga przysparza nieco mniej problemów, bo mamy do czynienia z obrazem sakralnym, w związku z czym wskazówek do jego odczytania można szukać w Biblii. Przykład wagi pokazał nam jednak, że i ta może być interpretowana na wiele sposobów.

Co do tego, że obraz przedstawia Chrystusa w momencie jego ponownego przyjścia na świat nie ma jednak żadnych wątpliwości. Zasiada on na tęczy pośród dwunastu apostołów. Oprócz nich w jego najbliższym gronie znajdują się jeszcze dwie postaci: to Maria i Jan Chrzciciel. Obydwoje klęczą z rękoma złożonymi do modlitwy, aby wybłagać u najwyższego sędziego łaskę dla wskrzeszonych. Na obrazie Memlinga nie jest to może zbyt oczywiste, ale na wystawie „Sztuka Wicekrólestwa Peru”, która miała jakiś czas temu miejsce w Muzeum Narodowym w Warszawie znalazł się obraz, który ilustruje ten dogmat wyjątkowo dobitnie. Tam do nieba prowadziły dwie drabiny, przy których tłumnie ustawiła się grupa zakonników. Tylko tym, którzy postanowili poprosić o wstawiennictwo Marię, udaje się trafić do nieba. Pozostałych Jezus bez skrupułów strąca na ziemię.


Matka Boska pasterka, autor nieznany / Scena, o której mowa znajduje się w prawym górnym rogu. Rozumiecie już, dlaczego katolicy modlą się nie tylko do Boga, ale i do Matki Boskiej?

Memling nie mógł sobie pozwolić na taki „tani” chwyt, bo jego obraz był adresowany, nie tak jak peruwiańskie płótno do oswajających się dopiero z chrześcijańskimi prawdami andyjskich Indian lecz uczonych erudytów. Zapełnił więc tryptyk mnóstwem symboli, które kryją się nawet w kompozycji obrazu (kto potrafi wskazać symbole Afly i Omegi wyznaczone przez układ postaci w centralnej części tryptyku?).

Nie brakuje też elementów, które mają po prostu cieszyć oko zleceniodawcy. Taką rolę pełni chociażby złoty glob, o który opiera stopy Chrystus. Jeśli bliżej mu się przyjrzymy, zobaczymy, że odbija się w nim scena sądu widziana oczami Michała Archanioła. Podobne refleksy widoczne są także na jego zbroi: odbijają się w niej zarówno kolejne postaci wstające z grobów, jak i rajska architektura. Tego typu detale to ewidentny ukłon w stronę włoskiego zleceniodawcy. Motyw lustra ma też znaczenie symboliczne. Może darujmy już jednak sobie opis jego możliwych interpretacji.

Wystarczy, jeśli uświadomimy sobie, że od rzeczy zupełnie błahych, przeszliśmy do spraw ostatecznych.


PS To nie tak, że przypomniałam sobie o wszystkich tych detalach, patrząc na plac na zabaw. Zanim zabrałam się do pisania do tego tekstu pobiegłam do biblioteki, by sprawdzić jak z to z tą wagą na obrazie Memlinga było. Tym których faktycznie ciekawi sposób, w jaki Memling zbudował kompozycję tryptyku albo chcieliby rozkodować jeszcze któryś ze znajdujących się na obrazie symboli, polecam zatem następujące pozycje:

  • Beata Purc-Stępniak, Sąd Ostateczny Hansa Memlinga: między uczoną teologią a pobożną filozofią. Dwa grube tomiszcza, których autorka podejmuje próbę rozkodowania niemal wszystkich pojawiających na tryptyku symboli, koncentrując się jednak na motywie lustra.
  • Antoni Ziemba, Sztuka Burgundii i Niderlandów 1380-1500. T 2. Niderlandzkie malarstwo tablicowe. Profesora Ziembę znam jeszcze z czasów studiów, to prawdziwy ekspert jeśli chodzi o sztukę Niderlandów. Żałujcie, że nie mogliście słuchać jego wykładów w Rijksmuseum!
  • Jacek Friedrich, Z Brugii do Gdańska. Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. Tej książki nie czytałam, ale jeśli ktoś poszukuje popularnonaukowej publikacji dotyczącej Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga, ta wydaje się być interesująca. Książka adresowana przede wszystkim do dzieci.

PS 2 W 1470 r. Leonardo da Vinci dopiero rozpoczynał karierę.


Ilustracje:

CategoriesHistoria