B

Backstory #4: Historia świętego Mikołaja. 5 etapów przeprowadzki z Miry na biegun północny

W skrócie: Historia świętego Mikołaja jest znacznie bardziej złożona, niż się wydaje. Święty biskup nie od razu był kojarzony z dziećmi i prezentami. Największy wpływ na to, jak dziś go sobie wyobrażamy, miała po pierwsze chrześcijańska ikonografia, po drugie holenderska tradycja i po trzecie amerykańska popkultura.  

O tym, że święty Mikołaj był biskupem Miry, wiemy praktycznie wszyscy. Niektórzy mogli też słyszeć, że to Coca-Cola stworzyła postać pogodnego staruszka w czerwonym płaszczu. Obraz prezentowany obok powstał jednak w 1837 r., podczas gdy pierwsza reklama Coca-Coli ze świętym Mikołajem w roli głównej ukazała się w 1930 r. Coś tu zatem się nie zgadza. Prawda jest bowiem taka, że ewolucja tej postaci trwała latami. Musiało sporo się wydarzyć, zanim święty Mikołaj przeniósł się z Miry na biegun północny. Spróbujmy odtworzyć te wydarzenia.

Etap 1 – Mikołaj, biskup Miry czyni cuda

W kościele katolickim czczone są setki świętych. Dlaczego akurat święty Mikołaj przynosi dzieciom prezenty? Jeśli zapytamy o to Google’a, dowiemy się, że  święty ten słynął ze szczodrości, a najchętniej obdarowywał dzieci.

Niestety jest to mocne uproszczenie tej historii.

Święty Mikołaj patronuje wielu profesjom. Są wśród nich bednarze, wytwórcy guzików, marynarze, cukiernicy, piekarze, a nawet prostytutki. Poza tym opiekuje się pannami szukającymi kandydata na męża, jeńcami czy pielgrzymami.

Co ciekawe, początkowo nie było w tym gronie dzieci. To, że święty Mikołaj jest dziś kojarzony przede wszystkim z maluchami, czekającymi na prezenty jest sumą dwóch legend związanych z jego żywotem:

  • Legenda o trzech siostrach. To w tej historii święty Mikołaj po kryjomu przynosi prezenty, a właściwie sakiewki z pieniędzmi. Miał jednak ku temu stosowny powód – jego sąsiad popadł w tarapaty finansowe, w związku z czym nie mógł uposażyć swoich córek. Biednym dziewczynom groziła przez to kariera w domu publicznym. Mikołaj zdecydował się więc im pomóc, podrzucając im przez okno sakiewki z pieniędzmi na wesele. To właśnie dlatego jest on patronem panien szukających męża i … prostytutek.
  • Legenda o trzech chłopcach. Uprzedzam, będzie to makabryczna opowieść, muszę jednak o niej napisać, bo gdyby nie ona, Mikołaj nie przynosiłby dzieciom prezentów. Wyobraź sobie więc miasto, w którym od miesięcy panuje głód. Wszystkie konie i psy już dawno zostały zjedzone. Pewien rzeźnik w desperacji postanowił więc schwytać trzech chłopców. Zabił ich, poćwiartował i zapeklował w beczce z solą, planując zrobić z nich szynki. Szczęśliwie odkrył to święty Mikołaj, który znakiem krzyża wskrzesił chłopców.

Stąd już zaledwie krok od uznania świętego Mikołaja za patrona dzieci. Nie stałoby się to jednak, gdyby nie… sztuka.

Etap 2 – święty Mikołaj staje się patronem dzieci

Obydwie te  legendy były szalenie popularne w średniowieczu. To historia o chłopcach była jednak częściej obrazowana. Trzej mali chłopcy w cebrzyku lub beczce stali się nieodłącznym atrybutem świętego Mikołaja. Poniżej masz na to kilka dowodów.

Święty Mikołaj, rzeźba z portalu katedry Norte Dame w Paryżu
święty Mikołaj, Francja (Paryż), 1382, obecnie w zbiorach British Library
święty Mikołaj, Francja ok. 1440-50 r., obecnie w zbiorach Bodleian Library, University of Oxford
święty Mikołaj i trzech chłopcy, rzeźba z południowych Niderlandów (ok. 1500 r.), obecnie w MET Museum

Czy niepiśmienni wierni, którzy odwiedzali kościoły znali żywot świętego Mikołaja? Najpewniej nie. Kontekst często był im zupełnie obcy. Nie mieli jednak problemu z zorientowaniem się, że osoby u stóp biskupa nie są dorosłe. Za sprawą malarzy i rzeźbiarzy święty Mikołaj zaczął więc być utożsamiany z patronem dzieci. Już w średniowieczu jego kult był bardzo silny praktycznie w całej Europie. W niektórych regionach wykształciły się także tradycje obdarowywania się prezentami w dniu, w którym w kościele wspominano świętego Mikołaja, czyli 6 grudnia. Przodowały w nich Niderlandy, czyli współczesna Belgia, Luksemburg i Holandia.

Etap 3 – Sinterklaas

W Holandii święty Mikołaj znany jest jako Sinterklaas. Począwszy od XV wieku jego święto było pretekstem do obdarowywania się drobnymi prezentami. Początkowo otrzymywali je jedynie ubodzy żebracy, którzy 5 grudnia wystawiali w kościele swoje buty, aby bogaci wzorem szczodrego biskupa mogli zostawić im w nich drobne upominki. Z biegiem czasu prezenty zaczęto też sprawiać dzieciom, które ustawiały swoje buciki nie w kościele, ale w domu przy kominku. 

Holenderskie dzieci wierzyły, że święty Mikołaj podróżuje na białym koniu imieniem Amerigo i przybywa z Hiszpanii. Pewnie miało to związek z tym, że od 1477 roku Niderlandy były częścią imperium hiszpańskich Habsburgów. Poza tym w bucikach często zostawiano cytrusy i inne egzotyczne smakołyki, stąd wniosek, że Mikołaj musi mieszkać gdzieś, gdzie jest ciepło.

Jan Steen, Obchody dnia świętego Mikołaja, 1665-1668, obecnie w Rijksmuseum
Richard Brakenburg, obchody dnia świętego Mikołaja, ok. 1685 r., obecnie w zbiorach Rijksmuseum
Obydwa obrazy przedstawiają bardzo podobną scenę – część dzieci cieszy się z otrzymanych podarunków, część płacze z powodu rózg w bucikach

Po powstaniu przeciw Hiszpanii i powołaniu niezależnej Republiki Zjednoczonych Prowincji legenda ta pozostała wciąż żywa, i to mimo szalejącej na kontynencie reformacji. Gdy Niderlandy oficjalnie stały się krajem kalwińskim, zniesiono tam kult świętych, w tym świętego Mikołaja. Obchodów grudniowego święta nie udało się jednak zlikwidować. Z kościołów przeniosły się one do sfery prywatnej, sam święty stał się zaś elementem lokalnego folkloru, a nie kimś do kogo wznosi się modły.

Z czasem święty Mikołaj zyskał też pomocnika – początkowo był to hiszpański Maur, potem w związku z kolonialnymi podbojami Holendrów zastąpił go czarnoskóry chłopiec nazywany “Czarnym Piotrusiem”. Postać ta cały czas jest obecna w holenderskim folklorze i regularnie pojawia się na corocznych, mikołajkowych paradach. Nietrudno się domyślić, że budzi to dziś mnóstwo kontrowersji.

Zostawmy jednak ten trudny temat. Z naszej perspektywy znacznie ważniejsze jest to, że w XVII w. święty Mikołaj wraz z holenderskimi osadnikami trafił do Nowego Świata.

Jan de Haan , Sinterklaas w towarzystwie Czarnego Piotrusia wjeżdża do miasta, ok. 1870 r.
fragment
fragment

Etap 3 – święty Mikołaj wyrusza w podróż do Nowego Jorku i z biskupa zamienia się w elfa

Gdyby Holendrzy nie postanowili osiedlić się na terenach dzisiejszego Manhattanu, Sinterklaas pewnie na zawsze pozostałby jedynie barwną postacią z niderlandzkich legend. Stało się jednak inaczej –  w 1626 r. wyspa Manhattan oficjalnie stała się częścią Nowych Niderlandów, a założone na nim miasto nazwano Nowy Amsterdam.

Nowy Amsterdam to dziś oczywiście Nowy Jork. Miasto przeszło w ręce Anglików zaledwie 50 lat po jego założeniu. Niektórzy holenderscy osadnicy tam jednak pozostali, kontynuując w Nowym Świecie wyniesione z domów tradycje, w tym dzień świętego Mikołaja.

Wesołe święto zwracało uwagę pozostałych mieszkańców miasta. W 1804 r. John Pintard – antykwariusz i założyciel nowojorskiego Towarzystwa Historycznego uczynił nawet świętego Mikołaja patronem swojego stowarzyszenia. Chciał on również, aby biskup z Miry stał się oficjalnym patronem całego Nowego Jorku na pamiątkę jego holenderskich założycieli.

Rycina przedstawiająca świętego Mikołaja (jeszcze jako biskupa) zamówiona przez Johna Pintarda w 1810 r.

Pomysł Pintarda podchwycił pisarz Washington Irving. Nie sprawił on co prawda, że święty Mikołaj stał się patronem Nowego Jorku, napisał jednak książkę, która na zawsze zapisała tę postać w pamięci nowojorczyków. Mowa o “Knickerbocker’s History of New York” – satyrycznej historii miasta, w której kilkukrotnie pojawia się święty Mikołaj – po raz pierwszy nie jako biskup. Znacznie bardziej przypomina on holenderskiego kupca – jest wesoły i pogodny, pali fajkę i porusza się latającym wozem pełnym prezentów.

Nie jest to ilustracja do “Knickerbocker’s History of New York”, lecz kopia obrazu XVII-wiecznego, holenderskiego artysty Fransa Halsa. Postać na obrazie bardzo przypomina jednak świętego Mikołaja opisanego przez Irvinga – nosi holenderski, mieszczański strój, szeroko się uśmiecha i pali fajkę.

Książka Irvinga była bardzo popularna. Prawdziwą karierę świętego Mikołaja w Stanach Zjednoczonych zapoczątkowało jednak inne dzieło literackie – wiersz „Noc Wigilijna” (en. The Night Before the Christmas” autorstwa Clementa Moora.

Bardzo możliwe, że kojarzysz ten utwór. Jako dziecko miałam w domu broszurowy egzemplarz tej historii i uwielbiałam tę książeczkę, ale nie ze względu na to, o czym opowiada wiersz. Zachwycały mnie ilustracje autorstwa Douglasa Gorsline’a – mogłyśmy się im przyglądać z siostrą godzinami. Sama historia z dzisiejszej perspektywy nie jest niczym niezwykłym i bardzo długo nie byłam świadoma tego, że to jej zawdzięczamy współczesny wizerunek świętego Mikołaja.

Wierszyk opowiada o wizycie świętego Mikołaja w jednym z nowojorskich domów. Wszyscy jego mieszkańcy są pogrążeni we śnie. W pewnym momencie Pan domu usłyszał jednak jakieś hałasy – zszedł więc do salonu i zobaczył tam samego świętego Mikołaja, który podobnie jak u Irvinga nie był biskupem, ale kimś w rodzaju elfa. Gość nie powiedział ani słowa, tylko zostawił prezenty w pończochach zawieszonych na kominku, uśmiechnął się do gospodarza i uciekł przez komin na dach, gdzie czekały na niego sanie zaprzężone w renifery. Dopiero, gdy odlatywał głośno zawołał do zbudzonego mężczyzny: “Wszystkim Wesołych Świąt życzę i dobrej nocy!”  

Niestety nie mam już swojego egzemplarza “Nocy Wigilijnej”, ale książka wyglądała dokładnie tak, jak na tym filmie
Niemy film bazujący na wierszu z 1905 r.

Clemente Moore wyraźnie zaznacza, że gość przybył do domu miniaturowymi saniami (en. miniature sleigh) zaprzężonymi w niewielkie renifery (tiny reindeer). Poza tym jednym szczegółem jego opis zgadza się jednak z tym, jak dziś wyobrażamy sobie świętego Mikołaja – jest otyły, nosi ciepłe futro i cały czas się uśmiecha. Jego obowiązkowym atrybutem była też fajka.

Moore stworzył ten wiersz z myślą o swoich dzieciach. Pisząc go z pewnością miał w wyobraźni św. Mikołaja w wersji Irvinga. Nie jest wykluczone, że kojarzył też opublikowany dwa lata wcześniej, anonimowy wiersz pt. “Old Santeclaus with Much Delight”, w którym święty Mikołaj również poruszał się saniami zaprzężonymi w jednego renifera i zamiast w Mikołajki odwiedzał dzieci w Wigilię Bożego Narodzenia. To utwór o tyle ważny, że ilustrowany. Na towarzyszących mu obrazkach święty Mikołaj nosił charakterystyczny, czerwony płaszcz. Odtąd kolor ten już zawsze będzie kojarzony z tą postacią, choć w treści nie było słowa, o tym, jakiego koloru szaty ubrany był święty Mikołaj.

Old Santeclaus with Much Delight – ilustracja do wiersza, 1821 r.
Old Santeclaus with Much Delight – ilustracja do wiersza, 1821 r.

Old Santeclaus with Much Delight – ilustracja do wiersza, 1821 r.

Old Santeclaus with Much Delight – ilustracja do wiersza, 1821 r.

Clemente Moore zaprzągł do zaprzęgu św. Mikołaja dodatkowe 7 reniferów i nadał im imiona, których używamy po dziś dzień (brakuje wśród nich jedynie Rudolfa, który dołączył do stada nieco później). Poza tym Moore jeszcze bardziej ocieplił wizerunek staruszka. Jego Mikołaj jest pogodny, wiecznie roześmiany – pewnie dlatego Amerykanie tak go pokochali. Niepozorny wierszyk, który nigdy nie miał być opublikowany doczekał się setek wydań. Natomiast sam święty Mikołaj, czy jak wolą mówić amerykanie Santa Claus (to zangielszczona wersja imienia Sinterklaas) na dobre wpisał się amerykańską, świąteczną tradycję.

Etap 5 – święty Mikołaj przenosi się na biegun północny

U progu XX w. święty Mikołaj był już silnie zakorzenioną w popkulturze postacią. Jego wizerunek wykorzystywany był w niezliczonych karykaturach i okładkach pism. Niespodziewanie zamieszkał też na biegunie północnym. Było to echo licznych wypraw badawczych w tym kierunku. Ilustratorzy, którzy co Boże Narodzenie rysowali podobizny świętego Mikołaja do gazet, uznali, że niedostępna, zimna kraina to idealne miejsce na dom dla szczodrego staruszka i jego reniferów. Szczególnie Thomas Nast – ilustrator zatrudniony w Harper’s Bazaar promował ten pomysł, raz przedstawiając świętego w swojej wiecznie zasypanej śniegiem siedzibie, raz siedzącego na wielkiej skrzyni z napisem “St. Nicholas, North Pole”.

Thomas Nast, święty Mikołaj i dzieci, 2 poł. XIX w.
Thomas Nast, święty Mikołaj podczas pracy, 1869 r.

Nie jest zatem prawdą, że to Coca-Cola stworzyła współczesny wizerunek świętego Mikołaja. W 1930 r., czyli momencie, gdy ukazała się pierwsza reklama Coca-Coli ze świętym Mikołajem, staruszek w czerwonym płaszczu był już doskonale znany większości amerykańskich dzieci. Stopniowo rosła też jego popularność w Europie i innych zakątkach świata. Reklamy Coca-Coli z pewnością przyspieszyły ten proces, ale pamiętajmy, że to nie one wykreowały Santa Clausa. Jedynie oświetlone setkami światełek ciężarówki to autorski pomysł marketingowców koncernu.

święty Mikołaj na okładce magazynu “The Puck”, 1902 r.
święty Mikołaj na okładce “The Puck”, 1904 r.
święty Mikołaj na okładce magazynu “The Saturday Evening Post”, 1920 r.
święty Mikołaj w odwiedzinach u dzieci z Blérancourt (Francja), 1920 r., źródło: https://art.rmngp.fr/

Tak w skrócie prezentuje się więc historia świętego Mikołaja. Musiało minąć sporo czasu zanim z Miry przeniósł się on na biegun północny. Najpierw jego kult rozpowszechnił się w Europie, potem wraz z holenderskimi osadnikami trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie biskup przeobraził się najpierw w elfa, a potem w otyłego staruszka w czerwonym kożuszku.

Haddon Sundblom, święty Mikołaj w reklamie Coca-Coli, 1931 r.

Opowieść ta mogłaby być znacznie bardziej rozbudowana. Mogłabym napisać, że święty Mikołaj ma sporo wspólnego ze starogermańskim bogiem Wodanem i nordyckim Odynem, wspomnieć o postaciach zbliżonych do świętego Mikołaja (Father Christmas, Pere Noel itd.) obecnych w folklorze innych krajów – obawiam się jednak, że wówczas mógłbyś pogubić się wśród tych wątków. Wszystkie one finalnie i tak stapiają się z postacią amerykańskiego Santa Clausa.

Dociekliwym czytelnikom polecam zatem następujące książki i artykuły:

  • William J. Bennett, „The True Saint Nicholas: Why He Matters to Christmas”, 2009.
  • Bruce David Forbes, „Christmas: A Candid History”, 2007.
  • „Saint Nicolas and the origin of Santa Claus” i inne artykuły na stronie stnicolascenter.org
  • Więcej o świętym Mikołaju z reklamy Coca-Coli (i nie tylko) dowiecie się natomiast z podcastu Małgosi Zmaczyńskiej “Zmacznego“.

Ilustracje:

  • zdjęcie tytułowe: Robert Walter Weir, święty Mikołaj, 1837 r.
  • Wszystkie zdjęcia, obrazy i ilustracje wykorzystane w artykule są obecnie w domenie publicznej.
CategoriesBez kategorii